Strona główna

środa, 24 kwietnia 2013

Grałem sesję... #KB42

Grałem sesję, w której bohater został trafiony strzałą w plecy przez łucznika ustawionego en face, bo tak wypadło na kościach...

Grałem sesję, w której za porządek w świecie lo-tech odpowiadała organizacja, której członkowie posiadali oręż zadający k100 obrażeń, podczas gdy bohaterowie dysponowali bronią raniącą tak koło 2k6+3...

Grałem sesję, w której do ustalonego przez MG celu wędrówki popychała nas niewidzialna ściana, nie pozwalająca zboczyć z wyznaczonej trasy...

Grałem sesję, w której BN, który podpadł jednej z postaci graczy, został przyszpilony do podłogi przy pomocy kuszy i torturowany...

Grałem sesje, w których BN byli wszechwiedzący do tego stopnia, że nawet gdyby moja postać zakopała się sto metrów pod ziemią i tam skrycie fapowała, to i tak po wyjściu na powierzchnię spotkały by ją z tego powodu drwiny ze strony BNów...

Grałem sesję, w której MG skomentował moją deklarację działań słowami: "Nie możesz tego zrobić. Nie mam tego w scenariuszu".

Grałem sesję, w której postaci sikającej przez okno gospody kawałek szkła obciął przyrodzenie, a była to zemsta MG za to, że postać nie wyszła za potrzebą na dwór, gdzie czyhały na nią niespodzianki.

Grałem sesje, w których MG tak pieczołowicie prowadził rozdzielone postaci, że czekało się nawet dwie godziny na swoją kolej.

Prowadziłem sesję, podczas której straciłem nad sobą panowanie z powodu niezdolności do porozumienia z graczem co do sytuacji w świecie gry...

Prowadziłem sesję dla dziewięciu osób, z których bodaj żadna nie była tak naprawdę zainteresowana grą...

Prowadziłem sesję, którą zakończyłem wybiciem całej drużyny pod byle pretekstem, ponieważ miałem dosyć prowadzenia...

Grałem i prowadziłem sesje...

I żadna z nich nie była tą najgorszą...

Najgorszej sesji w życiu nie zapowiadało niemal nic.

Cthulhu na Dzikim Zachodzie. Takie Deadlands można by rzec pewnie, ale wówczas o tym nie wiedzieliśmy. Prowadził kumpel. Możliwe że to był jego debiut, ale nie jestem pewny. W każdym razie nigdy nie był regularnym MG. Dwójka graczy - ja i inny kumpel.

Przybywamy do miasteczka, tam do rozwiązania jest tajemnicza intryga. Z pozoru kryminalna, ale pewne rzeczy wskazują na drugie dno - nadprzyrodzone. Generalnie bawimy się w detektywów. Jest super - wkręciliśmy się w klimat, scenariusz nas zaintrygował, MG daje radę. Jest super.

Nagle szeryf miasteczka nas aresztuje pod jakimś niesłusznym zarzutem. Nie stawiamy oporu - nie dostrzegamy żadnego powodu, by sprzeciwiać się władzy. Lądujemy w areszcie, nikt nie słucha naszych tłumaczeń, zostajemy tam na noc.

Wstaje dzień. Słońce wschodzi. Czas na egzekucję. Postać moja i kumpla wisi na szubienicy.

Że co?!

Po dziś dzień głowię się, dlaczego typ w taki sposób zakończył tę sesję.

Wpis powstał z okazji 42. edycji Karnawału Blogowego RPG (linkuję stronę główną karnawału, choć tam jest jakiś zawis z aktualizacją), którą opiekuje się Krzemień.