Strona główna

środa, 31 sierpnia 2011

Felix, qui potuit rerum cognoscere causas, czyli o Szczęsnym i ośmiu wpuszczonych bramkach

Wojciech Szczęsny to najbardziej obiecujący młody polski piłkarz i jeden z najbardziej obiecujących bramkarskich talentów na świecie. Ma wszystko to, co znamionuje najwybitniejszych przedstawicieli fachu piłkołapów: znakomity refleks, inteligencję, technikę, charyzmę, ambicję i graniczącą z butą (acz tej granicy nie przekraczającą) pewność siebie. Co nie oznacza, że 28 sierpnia 2011 roku na Old Trafford nie dał ciała. Dał. Kilkukrotnie. Ale nie on jeden - stukać bez wazeliny na własne życzenie dawała się cała drużyna Arsenalu (popatrzcie na Rosickiego, co robi podczas pierwszej bramki Rooneya z rzutu wolnego, popatrzcie na reakcję Jenkinsona na zasłużoną burę od Walcotta). Tak się jednak składa, że reszta tych szczeniaków mi powiewa, natomaiast Szczęsnemu życzę jak najlepiej. Dlatego wypunktuję niedostatki w jego grze przy straconych bramkach, a Ty, drogi czytelniku, pokaż mi, gdzie się mylę. Z przyjemnością przyznam się do niewłaściwej interpretacji.

22', Wellbeck

Oglądałem powtórkę wielokrotnie, przekonując sam siebie, że piłka była obrońcy, który dał się przepchnąć. Nie udało się. W tej sytuacji, tak blisko bramki, miękko wrzucona (a więc poruszająca się ze stosunkowo niewielką prędkością) piłka należy do bramkarza. Trzeba było z dzikim wrzaskiem "mojaaa!!!" (czy jak to się tam krzyczy w Premier League) wybiec pędem z bramki i, uprzedzając napastnika, przynajmniej strącić futbolówkę gdzieś w bok. A najlepiej złapać, ale przypuszczalnie przy interwencji nastąpiło by zderzenie z innym zawodnikiem (a sędziowie na wyspach rzadko sięgają wówczas po gwizdek) i piłka mogłaby wypaść z rąk w niefortunną stronę, więc z dwojga złego lepsze zbicie w kontrolowany sposób. Szukając wytłumaczenia dla dość nietypowego dla naszego bramkarza zachowania (Szczęsny zwykle nie boi się szybkich wyjść) domniemywam, że dzień wcześniej widział popis Hilario, który w nieco innej sytuacji zupełnie bez sensu wybiegł z bramki niemal na granicę pola karnego, żeby przechwycić dośrodkowanie i... fatalnie skrewił.

65', Rooney

Co tu dużo mówić. Bramkarz ma ustawić mur tak, aby zasłaniał krótki słupek, sam zaś broni przede wszystkim długiego. Nie wiem natomiast, co robił Szczęsny, bo nie tylko że nie obronił niezbyt mocnego strzału, oddanego na długi słupek na wysokości najdogodniejszej dla bramkarza do obrony, ale nawet nie próbował tego zrobić. Stanął, jak zamurowany. Może myślał, że Rooney uderzy drugi raz w ten sam sposób, czyli nad murem po krótkim? Nie jest to jednak wystarczające usprawiedliwienie: jeśli mur został dobrze ustawiony, to bramkarza nie wini się za wpuszczenie bramki na krótki słupek, ze względu na ograniczoną widoczność w tamtej strefie.

67', Nani

Nie mam pretensji o samą bramkę, bo w takiej sytuacji wobec kunsztu napastnika bramkarz nie ma szans. Ale dlaczego Szczęsny stanął, pozwalając Naniemu spokojnie wybrać róg i sposób uderzenia? Pownien wylecieć, jakby go sam diabeł gonił, żeby wywrzeć presję na atakującym i maksymalnie, jak tylko się da, zmniejszyć kąt strzału. Przypuszczalnie nic by to nie dało, ale przynajmniej taki troll internetowy, jak ja, nie miałby się do czego przyczepić.

70', Park

To po prostu szmata była, do której zrezygnowany Szczęsny leciał, jak mucha w smole. No dobrze, może i to nie była taka całkiem szmaciarska szmata, ale nie takie strzały Szczęsny już w swojej karierze wyjmował w meczach o stawkę. Po prostu, jak na jego możliwości i formę, do której zdążył przyzwyczaić, ten gol paść nie powinien bez walki. Niby Wojtek mógł być trochę zasłonięty, ale opieszałość jaka go ogarnęła, była widoczna już kilka chwil wcześniej przy strzale Rooneya, który z około 20 metrów trafił w słupek. I znów (czy raczej już wtedy) nie była to mocna piłka, mimo to Szczęsny jej nie sięgnął.

82', Rooney

O karnego też nie mam pretensji, bo był dobrze wykonany. Gdyby jednak dobrze wykonany nie był, gdyby strzelec zostawił bramkarzowi czas na reakcję, to i tak pewnie nic by to nie dało, bo Szczęsny zajęty był w tym czasie jakimiś wygibasami, z których ciężko byłoby się odwinąć, gdyby akurat piłka poleciała w stronę przeciwną niż wygięte ciało.

No i o tak o. Łatwo się komentuje z perspektywy telewizorni. Mam świadomość, że na boisku te sytuacje mogły wyglądać nieco inaczej, ale z drugiej strony też trochę grałem, też broniłem i meczów się w życiu naoglądałem. Oby ten blamaż (nie bójmy się tego słowa) nie zaważył na dalszej karierze Wojtka, który jest sportowcem pełną gębą (jak Małysz, czy Kubica).