Strona główna

wtorek, 23 sierpnia 2011

Gramy, czyli reaktywacja "Earthdawna"

Udało się! Znowu gramy! Ekipa starych kumpli zebrała się w sobie, by reaktywować cykliczne spotkania o charakterze sesji gier fabularnych. Na pierwszy ogień poszedł "Earthdawn". Założenie jest takie, że bohaterowie graczy są czymś w rodzaju szpiegów (oficjalnie posłańcami) w służbie rodu Gerthor - jednej z najpotężniejszych frakcji rządzących Miastem.

Nazywam się Grun

Urodziłem się w małej wiosce, położonej wysoko w górach, leżących na wschodnim krańcu krainy Kersh. Bieda i nuda dawały mi się mocno we znaki. Doskonałym pretekstem do ruszenia w świat był fakt, że po ostatniej zarazie a potem wyjątkowo srogiej zimie w mojej wiosce, ani w okolicznych nie pozostała żadna niezamężna (lub nieprzyobiecana) dziewczyna w moim wieku (nie licząc Wiecznie Śliniącej, ale ona nie wchodziła w grę).

Warunki, w których się wychowałem, w połączeniu z niezwykłą gibkością i wrodzoną giętkością (przykładowo bez trudu wyginam palce tak, by dotknęły wierzchu przedramienia) sprawiły, że jestem znakomitym wspinaczem. Dodatkowe atuty przy wspinaniu stanowią akuratny wzrost przy jednocześnie niskiej wadze - jestem bardzo szczupły, wręcz wyglądam na wygłodzonego (w odróżnieniu od pobratymców, którzy są raczej krępi). Jednak winnym jest metabolizm, bo odkąd wstąpiłem na służbę rodu Gerthor, nie chodzę o pustym żołądku.

Wrodzone predyspozycje sprawiły, że wyspecjalizowałem się w umiejętnościach inflitracyjnych: wspinanie, skradanie, ukrywanie, otwieranie zamków, etc. Moją ulubioną bronią jest góralski, niezbyt duży, kościany topór z umocowanym hakiem powyżej ostrza. Ponadto posługuję się także sztyletem oraz potrafię rzucać włócznią, ale tej ostatniej broni nie noszę na co dzień przy sobie.

Podczas pobytu na nizinach przyswoiłem sobie język wspólny, nie zapominając jednak mowy ojczystej. Na służbę rodu dostałem się w taki sposób, że mojemu przyszłemu dowódcy zaproponowałem wyzwanie: "Wybierz ścianę. Jeśli na nią wejdę przy pierwszej próbie, przyjmiesz mnie na służbę. Jeśli nie, przez rok będę twoim niewolnikiem." Nie udało się. W trakcie wspinania ktoś nieprzychylny rzucił we mnie kamieniem ku uciesze wszystkich świadków zakładu. Odsłużyłem jako niewolnik okrągły rok w domu dowódcy. Po tym czasie mój pan wezwał mnie i na powrót uczynił wolnym człowiekiem, honorowo przyjmując w szeregi swoich ludzi.

Proza życia

Pierwsza sesja już za nami. Wrażenia przednie. Mieliśmy grać najpóźniej do północy, ale przeciągnęło się prawie do drugiej. I tak naprawdę tylko głos rozsądku i świadomość obowiązków czekających na drugi dzień sprawiły, że przerwaliśmy grę... Jeśli mi czas pozwoli, to spiszę raport z sesji i tutaj wrzucę.